Czwarty rok pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę – bilans strat

Wojna weszła w pełnowymiarowy impas wyniszczenia. Rosja liczy na to, że przy przewadze demograficznej i długotrwałym wysiłku przemysłowym utrzyma zdolność do prowadzenia wojny aż do momentu, w którym Zachód zmęczy się finansowaniem Ukrainy.

Autor: ppłk (rez.) Maciej Korowaj

 
Czwarty rok pełnoskalowej wojny stał się czasem systemowego „mielenia” ludzi – przede wszystkim po stronie rosyjskiej. Według raportu CSIS i powiązanych analiz Rosja do końca 2025 roku poniosła około 1,2 mln łącznych strat (zabici, ranni, zaginieni), z czego około 325 tys. stanowią zabici – to poziom wyższy niż we wszystkich jej konfliktach po II wojnie światowej łącznie. Szacunek na wiosnę 2026 roku podnosi tę liczbę do mniej więcej 1,26 mln, co oznacza dalsze dziesiątki tysięcy ludzi „skonsumowanych” przez front w ostatnich miesiącach.

W samym 2025 roku Rosjanie tracili średnio około 1 140 żołnierzy dziennie (zabici i ranni łącznie), co przekłada się na 415-418 tys. strat w skali roku. W szczytowych momentach ofensyw, zwłaszcza pod koniec roku, zachodni dowódcy mówili o nawet do 1 000 zabitych Rosjan dziennie, co przy takiej dynamice daje dla okresu 24.02.2025-23.02.2026 rząd wielkości 80-85 tys. poległych po stronie rosyjskiej. Moskwa przyjęła więc model prowadzenia działań, w którym życie żołnierza jest najtańszym zasobem, a podstawową walutą operacyjną stała się liczba ciał, jakie można rzucić na kolejne odcinki frontu.

Po drugiej stronie, Ukraina płaci znacznie mniejszą cenę relatywną – zarówno w liczbach bezwzględnych, jak i proporcjonalnie do strat przeciwnika – ale dla państwa o ograniczonych zasobach demograficznych każda kolejna fala poległych i rannych coraz mocniej uderza w tkankę społeczną. Prezydent Zełenski przyznał publicznie, że w całej wojnie zginęło około 55 tys. ukraińskich żołnierzy, podczas gdy niezależne szacunki mówią o 100-140 tys. zabitych i łącznie 500-600 tys. strat (zabici, ranni, zaginieni) do końca 2025 roku. Dla samego okresu 24.02.2025-23.02.2026 można szacować około 35-40 tys. zabitych i łącznie 170-180 tys. strat ukraińskich, przy utrzymującej się proporcji strat rzędu 2-2,5 : 1 na niekorzyść Rosji. Pytanie brzmi więc nie „kto traci więcej”, ale „kto szybciej zbliża się do granicy własnej wytrzymałości”.
 

Sprzęt straty w 2025 roku

Wraz z kolejnymi miesiącami wojny coraz wyraźniej widać, że sprzęt pancerny i artyleria stały się zasobem zużywanym w tempie, którego nie notowano w Europie od czasów II wojny światowej. Dane Sztabu Generalnego Ukrainy – choć świadomie zawyżane – pokazują trend: do 23 lutego 2026 roku Rosja miała stracić około 11 696 czołgów, 24 082 bojowe wozy opancerzone, 37 510 systemów artyleryjskich, 1654 wyrzutnie MLRS, 1304 systemy obrony powietrznej, 435 samolotów, 348 śmigłowców, 79 636 pojazdów i cystern oraz około 143 878 dronów. Sama tylko artyleria – ponad 14 tys. luf utraconych w 2025 roku – pokazuje skalę ukraińskiej kampanii kontrbateryjnej.

Po stronie ukraińskiej sytuację widać najlepiej przez pryzmat twardych, wizualnie potwierdzonych danych Oryx. Do początku 2026 roku zidentyfikowano przynajmniej 1389 utraconych czołgów i 5609 innych pojazdów opancerzonych (AFV łącznie), a także łącznie 11441 sztuk różnego sprzętu – przy czym są to liczby minimalne, oparte wyłącznie na materiale foto-wideo. W praktyce oznacza to, że Ukraina traci mniej sprzętu niż Rosja, ale każdy utracony czołg czy system artylerii jest znacznie cenniejszy, bo musi zostać zastąpiony importem z Zachodu albo z coraz bardziej wyeksploatowanych własnych zasobów. Rosja natomiast kompensuje gigantyczne straty ilością: zwiększa produkcję, sięga po dostawy z Iranu i Korei Płn., wyciąga z magazynów kolejne generacje poradzieckiego złomu.
 

Front, który przesuwa się w tempie ciała na metr

Paradoks ostatniego roku polega na tym, że przy ogromnych stratach front przesuwa się bardzo wolno. Analizy CSIS i innych ośrodków wskazują, że rosyjskie natarcia „kupują” każdy skrawek terenu za cenę, którą w innych konfliktach uznano by za nieakceptowalną – i to często bez uzyskania przełomowych efektów operacyjnych. W wielu sektorach frontu postęp liczy się w dziesiątkach metrów dziennie, podczas gdy koszt liczony jest w setkach ludzi i dziesiątkach zniszczonych pojazdów.

Dla Ukrainy ten obraz ma podwójne znaczenie. Po pierwsze, potwierdza, że rosyjski system mobilizacyjno-logistyczny jest w stanie utrzymać stałe tempo natarć, ale nie jest w stanie wygenerować klasycznego przełamania operacyjnego – mimo strat sięgających setek tysięcy żołnierzy rocznie. Po drugie, pokazuje, że obrona manewrowa, nasycona dronami, artylerią precyzyjną i rozbudowanymi fortyfikacjami, jest w stanie zamienić rosyjskie próby ofensywy w proces powolnego samowykrwawiania się przeciwnika. Każda zatrzymana fala szturmowa kosztuje jednak Ukrainę kolejne dziesiątki zabitych i rannych – w skali roku rzędu 35-40 tys. poległych i około 170-180 tys. łącznych strat.
 

Społeczeństwo pod ciśnieniem

Na poziomie społecznym wojna weszła w fazę, w której statystyka strat zaczyna przekładać się na trwałe pęknięcia wewnątrz państwa. Dla Ukrainy oznacza to przede wszystkim ciągłe napięcie pomiędzy potrzebami frontu a możliwościami mobilizacyjnymi społeczeństwa, które ma za sobą cztery lata wyniszczenia i migracji oraz setki tysięcy mężczyzn wyłączonych z normalnego życia – z czego 500-600 tys. jako zabici, ranni i zaginieni, a co najmniej 55 tys. oficjalnie uznanych za poległych. Każda nowa mobilizacja, każdy pakiet zaostrzający zasady poboru, jest politycznie coraz trudniejszy, a jednocześnie taktycznie konieczny, jeżeli Ukraina ma utrzymać obronę przy obecnym tempie strat.

Rosja teoretycznie dysponuje większym buforem demograficznym, ale kumulacja strat – 1,2-1,26 mln ludzi, z czego setki tysięcy zabitych, skoncentrowanych głównie w regionach biedniejszych i peryferyjnych – tworzy tam narastające, choć jeszcze tłumione napięcie. Oficjalna propaganda próbuje przykryć groby narracją o „świętej wojnie z NATO”, ale im dłużej trwa konflikt, tym wyraźniej rośnie rozdźwięk między triumfalistycznymi komunikatami a realną liczbą pogrzebów. To potencjalnie długoterminowa bomba społeczna, której pełny efekt może ujawnić się dopiero po zakończeniu wojny.

W tle pozostaje wymiar cywilny: raporty ONZ mówią o co najmniej 15172 zabitych i ponad 41 tys. rannych cywilach od 24 lutego 2022 roku, z czego sam rok 2025 przyniósł minimum 2514 zabitych i 12142 rannych – najwyższy poziom od pierwszego roku inwazji. To efekt rosyjskiego przesunięcia priorytetów ogniowych na infrastrukturę krytyczną, energetykę i obszary miejskie.
 

Strategiczny impas wyniszczenia

Wszystko to prowadzi do wniosku, że wojna weszła w pełnowymiarowy impas wyniszczenia. Rosja liczy na to, że przy przewadze demograficznej i długotrwałym wysiłku przemysłowym utrzyma zdolność do prowadzenia wojny aż do momentu, w którym Zachód zmęczy się finansowaniem Ukrainy; stąd gotowość zaakceptowania łącznych strat rzędu 1,2-1,3 mln ludzi w kilka lat. Ukraina z kolei próbuje wykorzystać korzystniejszą proporcję strat – około 2-2,5 : 1 na swoją korzyść – by związać rosyjską armię i doprowadzić Kreml do granic politycznej i społecznej wytrzymałości, jednocześnie balansując na ostrzu własnych możliwości mobilizacyjnych.

Bilans z ostatniego roku nie daje prostego optymistycznego scenariusza. Rosja nie wygrywa – płaci za swoje zyski terytorialne cenę nieproporcjonalnie wysoką, zarówno w ludziach, jak i w sprzęcie. Ukraina nie przegrywa – ale utrzymanie obecnego poziomu strat bez zasadniczej zmiany skali i przewidywalności wsparcia z zewnątrz grozi stopniowym wyczerpaniem jej potencjału państwowego. To wojna, w której ostateczny wynik rozstrzygnie nie jeden manewr operacyjny, lecz to, kto dłużej utrzyma spójność własnego państwa, społeczeństwa i koalicji zewnętrznych.
 

Autor zdjęcia: Adrian Grycuk