Autor: dr Sebastian Bojemski
Podczas niedawno zorganizowanej przez Warsaw Enterprise Institute konferencji prowadzący jeden z paneli zadał pytanie: czy rzeczywiście USA dokonują zwrotu w kierunku Azji? Wówczas nic nie wskazywałoby na to, że miałoby być inaczej. Tak wynikało zarówno ze Strategii Bezpieczeństwa Narodowego 2025, jak i z będącej jej jednym z fundamentów, wydanej w 2021, pozycji książkowej Strategia wypierania. Ta druga pozycja, której autorem jest Elbridge A. Colby, obecnie piastujący stanowisko Under Secretary for Policy jedną z kluczowych funkcji w Departamencie Wojny, prezentuje podejście środowiska realistów do pozycji USA w świecie i wyzwań przez którymi stoi to mocarstwo. Jednak niezależnie od tego, kto wewnątrz amerykańskiej administracji przyczynił się do kolejnego konfliktu na Bliskim Wschodzie, warto przyjrzeć się książce, która ze względu na – popartą danymi makroekonomicznymi – tezę o potencjalnym zderzeniu USA i Chin jest aktualna.[1]
46-letni Colby większość swojego zawodowego życia spędził w administracji amerykańskiej. Pracował w m.in. Departamentach Obrony i Stanu oraz w pionie analitycznych amerykańskich służb specjalnych. W poprzedniej administracji Donalda Trumpa był również współodpowiedzialny za przygotowanie Strategii Bezpieczeństwa Narodowego 2018, przy czym wówczas zajmował niższe stanowisko – Deputy Assistant Secretary of Defense, które można porównać do poziomu dyrektora departamentu w polskiej administracji. Wraz z Wessem Mitchellem, w trakcie pierwszej kadencji Trumpa będącego na stanowisku Assistant Secretary of State for European and Eurasian Affairs, założył w 2019 r. think tank – Marathon Initiative, którego celem jest wsparcie administracji w świecie rywalizacji między mocarstwowej. W przeciwieństwie do swojego partnera, który ma na swoim koncie cztery pozycje książkowe, Colby jest autorem tej jedynej, która jest przedmiotem niniejszej recenzji.
Podstawa teoretyczna strategii wypierania
W swoim opracowaniu autor porusza się w ramach teorii hegemonicznej stworzonej przez Johna Mearsheimera i zaprezentowanej w książce Tragizm polityki mocarstw. Zgodnie z nią, USA, dla których liczą się trzy regiony świata: Europa, Bliski Wschód oraz Azja, muszą dążyć do równowagi sił w każdym z nich. Brak takiej równowagi może bowiem spowodować wzrost potęgi jednego z państw i doprowadzić to tego, że zdominuje ono region. Takie państwo zostało nazwane regionalnym hegemonem. Dalszym celem hegemona na jego drodze do potęgi jest konkurowanie z hegemonem z innego regionu i dążenie do pozbawienia go tej pozycji. Według Mearsheimera jedynym państwem-regionalnym hegemonem jest w nowoczesnej historii USA, które zajmuje dominującą pozycję za zachodniej półkuli. Interwencja w Europie podczas I i II wojny światowej miała zapobiec regionalnej hegemonii Niemiec. Okres zimnej wojny to z kolei uniemożliwienia zdobycia regionalnej potęgi przez Związek Sowiecki.
Bazując na wyżej zaprezentowanej teorii, Colby wskazuje, że dzisiaj kluczowym regionem jest Azja, a największe wyzwanie dla USA stanowią Chiny. Odnosząc się do kwestii Europy, nie widzi potencjalnego rywala w Rosji ze względów na słabą podstawę ekonomiczną, która nie jest wystarczająca do zbudowania potęgi militarnej mogącej stanowić zagrożenie dla Europy. Uznaje jednocześnie, że kraje Wschodniej Flanki są przez Rosję zagrożone. Widzi jednak w pewnych okolicznościach ją jakopartnera koalicji antychińskiej: „Nawet Rosja, która przyjęłaby bardziej umiarkowana, mniej zagrażająca postawę wobec Europy, jednocześnie koncentrując się na szachowaniu chińskiej potęgi, byłaby dobrodziejstwem dla koalicji antyhegemonicznej.” (s. 416). W krótkim terminie nie występuje również zagrożenie ze strony Niemiec, ale gdyby nawet to byłoby mitygowane we współpracy z innymi państwami europejskimi.
Właściwe wszystkie wywody zaprezentowane przez Colby’ego odnoszą się do Azji, Chin i Tajwanu. Bowiem, jak sam stwierdził „(…) dowody coraz wyraźniej wskazują, że Chiny przesunęły swoje podejście w kierunku uzyskania hegemonii w regionie lub realizują te aspiracje już od dłuższego czasu, z tą różnicą, że ostatnio stało się to bardziej oczywiste.” Biorąc pod uwagę, że udział Azji – w okresie pisania książki – wynosił w globalnej produkcji i sprzedaży usług 40% i tam było generowane 2/3 wzrostu gospodarczego, potencjał rozwojowy Chin był, i jest obecnie, olbrzymi. Przy czym, o ile w przypadku PKB liczonego nominalnie USA wyprzedzają Chiny, to w PKB liczonym parytetem siły nabywczej Chiny są pierwsze. Tak było już podczas pisania tej książki. Colby traktuje kwestie gospodarcze fndamentalnie, bo ekonomia wprost prowadzi do wzrostu siły militarnej, co jest ostatecznym argumentem w stosunkach międzynarodowych. Dlatego też Chiny – dążąc do potęgi – będą chciały stworzyć własny blok ekonomiczny, czego efektem będzie budowa własnej pozycji ekonomicznej, osłabienie konkurenta w dominacji, czyli USA oraz uzyskanie statusu potęgi regionalnej.
Jak powstrzymać Chiny?
Kluczowym zagadnieniem pracy Colbyego jest budowa i obrona koalicji antyhegemonicznej, czyli antychińskiej. W jej skład mogłaby wejść Korea Południowa, Filipiny, Wietnam, Indonezja, Malezja, Tajlandia, Australia, Japonia oraz Indie. Przy czym formuły przynależności byłyby zróżnicowane. Koalicja antyhegemoniczna mogłaby wykorzystać format Czterostronnego Dialogu na temat Bezpieczeństwa (QUAD): USA, Japonia, Australia i Indie. Istotą książki jest opis procesu ustanawiania sojuszy militarnych, kręgu obronnego USA oraz analiza najlepszego dla Chin scenariusza strategii i możliwości obrony Tajwanu, czyli kluczowego miejsca na mapie politycznej i gospodarczej Azji Południowo-Wschodniej.
Przy budowie koalicji, a szczególnie sojuszy, Colby zwraca uwagę na kwestię wiarygodności USA jako partnera. Omawiając kwestię zróżnicowanej wiarygodności stawia tezę, że część sojuszy, czyli zobowiązań militarnych USA nie musi zostać dotrzymana, jeśli stoją w sprzeczności z innymi, stojącymi wyżej priorytetami. Zwłaszcza, że tych zobowiązań jest za dużo: „Faktycznie Ameryka jest prawie na pewno przeciążona obietnicami, które złożyła, nie przewidując właściwie pełnej skali wzrostu znaczenia Chin. Stany Zjednoczone podjęły ogromną liczbę zobowiązań w ostatnich 75 latach. Według jednej z ocen ok. 50 państw jest beneficjentami amerykańskich obietnic dotyczących bezpieczeństwa.” (s. 108) Motywacją do takich decyzji była – według autora – rzeczywista potrzeba, ale także od upadku ZSRS wiara w nieprzemijalny unilateralizm i koniec historii. Do błędnych decyzji autor zaliczył rozszerzenie NATO o państwa bałtyckie jako „nic nie wnoszące do sojuszu”. Cały wywód dotyczący wiarygodności kończy się istotnym i wynikającym z wcześniejszych przemyśleń stwierdzeniem „Stany Zjednoczone powinny dołożyć wszelkich starań i do końca wypełniać swoje zobowiązania do obrony tych państw [członków koalicji antyhegemonicznej], nawet jeśli jest to kosztowne, ryzykowne czy wzbudza niechęć. Jednocześnie powinny zazdrośnie strzec swojej zdolności do wypełniania tych obietnic, nawet kosztem ograniczenia zobowiązań w innych regionach.” (s. 116)
Colby definiuje azjatycki okrąg obronny, czyli terytorium, o które USA jest skłonne walczyć. Koncentruje się on w Azji Południowo-Wschodniej wraz z wyspami i wiąże się z sojuszami, które USA zawarło lub może zawrzeć. Nie obejmuje on całej potencjalnej koalicji antyhegemonicznej, omija bowiem Indie, które nie potrzebują sojuszu obronnego z USA. Z kolei autor książki uznaje, że nie ma znaczenia dla antyhegemonicznej koalicji przynależność Nowej Zelandii, Sri Lanki i Bangladeszu. Jednocześnie zakłada, że ze względu na konflikty z sąsiadami Kambodża i Pakistan będą partnerami Chin. Colby definiował okrąg obronny zgodnie z zasadą „(…) państwa, których nie da się obronić Stany Zjednoczone powinny wyłączyć z koalicji bądź ograniczyć ich znaczenie jako sojuszników, jeśli ich wrażliwość na potencjalny atak jest dostatecznie wysoka.” (s. 130-131) Dotyczy to Mongoli i Kirgistanu. Przy czym stwierdza, że w interesie USA jest niezależność Azji centralnej od dominacji chińskiej czy rosyjskiej.
Kluczowa strategia, którą USA powinny wybrać w rywalizacji z Chinami to strategia udaremniania Chinom stosowania faktów dokonanych wobec członków koalicji antyhegemonicznej. Czyli najbardziej prawdopodobnej formy zdobywania hegemonii w regionie. Jest to jedno z kilku podejść, które teoretycznie może zastosować azjatycki konkurent USA.
Przewidywane warianty działań Pekinu
Pierwsze to metoda karania, która polega na narzucaniu bólu i strat na państwo-cel. Przy czym wyklucza ona bezpośredni atak militarny w celu zajęcia terytorium lub kapitulacji. W metodzie karania wykorzystywane są sankcje, ograniczenia w podróży, blokady dostaw, ale także środki militarne: ataki cybernetyczne i bombardowania. Ale metoda karania jest skuteczna, jeśli zostanie zastosowana wobec odizolowanego politycznie państwa. Czyli może nie być efektywna w przypadku państwa-członka koalicji antyhegemonicznej, które może liczyć na sojusznicze wsparcie.
Inną metodą zdobywania hegemonii jest podbój. Zwykle wiąże się z zabiciem lub wyparciem sił przeciwnika z jego terytorium, a następnie jego okupacją i eksploatacją. Alternatywą jest ustanowienie kontroli nadzorczej nad pokonanym. Taka forma dominacji jest charakterystyczna dla państwa dążących do hegemonii, czyli w tym wypadku dla Chin. Sprawowanie tej formy kontroli wymaga zajęcia i okupowania kluczowego terytorium, czyli źródła politycznej, ekonomicznej i militarnej siły danego państwa.
Jeśli agresor nie jest wystarczająco silny do podboju i ustanowienia nadzoru pozostaje mu użycie metody faktów dokonanych, czyli zajęcia części terytorium i zniechęcenie ofiary do podejmowania prób odbicia, i przekonanie poprzez odstraszanie do zaakceptowania nowego stanu rzeczy. Jest to strategia wykorzystywana przez słabsze mocarstwa i nie wiąże się z wymuszeniem na ofierze rezygnacji z podstawowych dóbr. Metoda faktów dokonanych wymaga lokalnej przewagi wojskowej agresora. Wiąże się również z przekonaniem ofiary do niepodejmowania prób odzyskania zajętego terytorium orz wzmocnieniem własnej obecności wojskowej o obrony. Powyższa metoda jest najbardziej skuteczna wobec terytoriów granicznych. W Europie mamy przykłady metody faktów dokonanych wobec Ukrainy w 2014 r. Obecnie Rosja buduje zagrożenie zastosowania tego podejścia wobec krajów bałtyckich, członków NATO o najsłabszym potencjale demograficznym, ekonomicznym i militarnym. I jakby tego było mało, o niekorzystnym położeniu geograficznym utrudniającym skuteczną obronę.
Autor rozpisuje założenia do poszczególnych scenariuszy obrony przez faktami dokonanymi: udaremnienie zajęcia kluczowego terytorium oraz udaremnienie utrzymania tego terytorium. Zakłada, że udaremnienie zajęcia Tajwanu nie kończy konfliktu, który przekształca się w wojnę ograniczoną, podczas której obowiązują dwie kluczowe zasady: ograniczenia środków i celów oraz redukcja celów prowadzonej wojny. Ciężarem eskalacji podczas konfliktu mają zostać obciążone Chiny, co zwiększyłoby determinację koalicji i zniechęciłoby do Chin państwa niezaangażowane. Warunki zakończenia wojny lub deeskalacji muszą być akceptowalne dla USA. Zwraca jednak uwagę, że „(…) po wojnie ograniczonej pokonany musi z czymś zostać, w przeciwnym razie bowiem strona przegrana nie będzie miała motywacji do zakończenia konfliktu.” Colby nie uważa jednak, żeby obrona przez udaremnienie miała sto procent skuteczności, ze względu ma potęgę Chin i bliskość Tajwanu. Wskazuje za to na potencjalną sekwencyjność wydarzeń po zajęciu Tajwanu przez Chiny, które w następnej kolejności skierowałyby się w stronę Filipin, Wietnamu i innych celów w Azji Południowo-Wschodniej.
Narzędzia realizacji strategii wypierania i perspektywy wschodniej flanki
Colby wskazuje na potrzebę umocnienia obecnie istniejących sojuszy wskazując powody, dla których USA powinna być zaangażowana w obronę Tajwanu, Filipin, Korei czy Japonii. Zwraca przy tym uwagę, że integracja strategii obronnych tych państw oraz rozmieszczenie sił znacznie ułatwiłaby – z perspektywy USA – przygotowanie do realizacji tego celu. Zapewne z tego powodu, w lipcu 2025 r., próbował zmusić rząd Australii i Japonii do złożenia deklaracji, co do roli tych państw w możliwym konflikcie o Tajwan.
Tym, na co jest szczególnie interesujące z polskiej perspektywy to rola, która została przydzielona Europie. Celem istnienia Sojuszu Północnoatlantyckiego jest przeciwdziałanie ustanowieniu hegemonii Rosji na Starym Kontynencie. NATO, czyli europejscy partnerzy, z perspektywy USA, mają duży potencjał. Niezależnie od tego, że wśród jego członków znajdują się państwa, których terytoria są trudne do obrony, a nie są one istotne dla potencjału sojuszu. Tutaj Colby na ma myśli Litwę, Łotwę i Estonię.
Ale żeby do tego doszło, państwa europejskie muszą wzmocnić swój potencjał militarny, mając do tego podstawy ekonomiczne i ludnościowe. Tutaj głównym partnerem są Niemcy i realny potencjał NATO z przyczyn ekonomicznych na nich – w oczach Colby’ego – musi się opierać. Jeśli jednak państwa europejskie nie zechcą się zbroić w celu budowy potencjału odstraszania, to wówczas USA mogą pozostawić Europę samą sobie: „(…) Stany Zjednoczone mogą nie wypełnić luki powstałej we wschodniej części NATO na skutek niechęci Europejczyków do zintensyfikowania wysiłków na rzecz własnej obrony. W rzeczywistości według tezy, którą stawiam w tej książce, Stany Zjednoczone nie powinny wypełniać tej luki.” (s. 415) Z polskiej perspektywy brzmi to złowrogo, zwłaszcza że Niemcy, które są najważniejszym państwem Europy mają podstawowe problemy z rozbudową armii. Przykładem niech będzie niemożność skompletowania brygady pancernej, która ma stacjonować na Litwie.
Obecność wojsk NATO w państwach Wschodniej Flanki według teorii autora książki wydaje się kluczowa ze względu na możliwe działania Rosji. Najbardziej prawdopodobna forma to metoda faktów dokonanych. Colby uważa, że dopuszczenie do zajęcia państw bałtyckich i wschodniej Polski oraz umocnienie się Rosjan na tych terenach to droga do eskalacji konfliktu w końcowym etapie do poziomu taktycznego uderzenia nuklearnego. Dlatego na tych terenach NATO powinno być w stanie przeprowadzić szybki kontratak.
Budowa odstraszania przez Europę ma zabezpieczyć USA przed przedwczesnym wybuchem konfliktu w tym regionie. Dla USA negatywnym scenariuszem jest obniżenie zdolności związanych z konfliktem wokół Tajwanu ze względu na wcześniejszy konflikt na Wschodniej Flance NATO. Co więcej, autor stwierdza, że „Najbardziej stresującym wariantem takiego równoczesnego scenariusza wojennego – a zatem najmocniej oddziałującym na rozwój, pozycję taktyczną i gotowość bojową sił militarnych – byłaby najprawdopodobniej równoczesna wojna z Chinami i z Rosją, w której konflikt z Rosją zacząłby się jako pierwszy.” (s. 411). Wcześniej jednak podkreśla, że pomoc europejskim sojusznikom może być udzielona jedynie w sytuacji, kiedy USA będą pewne, że zdołają obronić Tajwan.
Generalnie, w wielkim planie USA, rolą Europy czy federalnej czy suwerenistycznej jest wspieranie koalicji antychińskiej konstruowanej przez USA. Europa suwerennych państw jest lepszym rozwiązaniem, ponieważ USA nie musi angażować się w tym regionie, aby balansować potencjalnego hegemona na kontynencie. W przypadku, kiedy taka Europa nie będzie w stanie wspierać USA w jej polityce wobec Chin, wówczas USA zacznie wspierać nurt integracyjny nawet za cenę pogorszenia relacji USA-UE. Widać zatem dosyć utylitarystyczne podejście amerykańskiego stratega do Starego Kontynentu. Doświadczyli tego bezpośrednio Brytyjczycy, którym w zeszłym roku Colby powiedział, żeby wycofali swój lotniskowiec z Pacyfiku, bowiem ich strefa odpowiedzialności to Europa.
Spodziewany efekt zwiększenia potencjału NATO Colby podsumowuje stwierdzając: „Poprzez wyraźne podkreślenia zarówno powściągliwości USA, jak i daremności osłabiania NATO [marchewka i kij – S.B.] podejście to powinno wpłynąć na zmniejszenie zainteresowania Moskwy kierowaniem swojej uwagi i wysiłków na zachód i sprawić, by zobaczyła zagrożenie dla swojej autonomii ze strony Chin w wyraźniejszym świetle.” (s. 416).
Strategia wypierania autorstwa Elbridga A. Colby’ego jest swojego rodzaju mapą myśli człowieka odpowiedzialnego za kluczowe zagadnienia polityki bezpieczeństwa USA. Pokazuje ona jasno jego wizję, a przy zestawieniu jej ze Strategią Bezpieczeństwa Narodowego 2025 oraz Strategią Obrony Narodowej 2026 należy uznać ją za intelektualny fundament dla tych państwowych dokumentów. Opublikowana w 2021 r. w USA, a w Polsce 2023 r. wskazuje jasno, że nikt już nie powinien pytać, czy zwrot USA w kierunku Azji będzie miał miejsce.
Konfrontacja z rzeczywistością
Dzisiaj można jednak zadać sobie pytanie: jak ona się ma do ataku na Iran? Przecież Colby pisał, że w wojnie lądowej Iran nie ma szans z sąsiednimi krajami, a USA nie mają żadnego celu strategicznego, aby przeprowadzić inwazję na ten kraj. Podkreślał, że ewentualne działania wobec Iranu nie mogą naruszać zdolności USA do obrony Tajwanu. Ze względu na miażdżącą przewagę USA w segmencie nuklearnym nie widział również istotnego zagrożenia nawet w przypadku wejścia przez Iran w posiadanie broni nuklearnej. Choć uznawał, że nie jest to obojętne dla interesów amerykańskich i należy utrudniać to Iranowi.
Inną kwestią jest, czy zatem praca Colby’ego jest aktualna? Czy może nastąpił lub nastąpi jakiś inny zwrot? Wydaje się, że nie zniknęły przyczyny, dla których ta książka została napisana. Chiny wciąż będą dążyły do dominacji w Azji, a Colby dalej będzie postrzegał bezpieczeństwo USA przez pryzmat regionalnej hegemonii. To co z pewnością się zmieni to stany magazynowe sił zbrojnych USA i tempo ich uzupełniania.
Z polskiej perspektywy istotna jest jasność warunków, na których USA będą zaangażowane w Europie. Kilkukrotnie powtórzone oczekiwania rozbudowy potencjału militarnego Niemiec są wyzwaniem dla polskiej pamięci historycznej. Jak pogodzić potrzebę rozbudowy sił konwencjonalnych NATO, których celem jest odstraszanie, ale również obrona Wschodniej Flanki z doświadczeniami sprzed ponad 80 lat? Bałtowie nie mają tego problemu, w przeciwieństwie do Polaków. Idąc tropem myślenia autora książki, jeśli Niemcy przekształcą potęgę gospodarczą w militarną to w sposób naturalny, w dłuższym terminie będą dążyły do hegemonii w regionie. Wówczas, możemy spodziewać się, że następca Elbridga A. Colby’ego napisze książkę, jak obronić Europę przed hegemonią Niemiec.
[1] E. A. Colby, Strategia wypierania. Amerykańska obrona w dobie konfliktu mocarstw, Warszawa 2023 r.
Fot.: MSC/Zappner